Archives

Wywiad z Ewą Kawecką “Rynek ceni pasjonatów pracy”, “Rzeczpospolita” 9 grudnia 2016r.

Nasze wykształcenie nie powinno kończyć się w momencie opuszczenia murów szkoły, ale być aktualizowane i poszerzane w czasie trwania całego życia zawodowego. Pracownik, który w swoim CV ma np. w ciągu ostatnich 10 lat wpisane tylko dwa szkolenia, jest mało atrakcyjny dla pracodawcy. Taka informacja sugeruje bowiem, że być może nie jest on zainteresowany swoją pracą, że mało w nim pasji, a rynek ceni pasjonatów pracy. To pożywka do snucia hipotez, że ów pracownik mało się rozwija jako człowiek, a nie zapominajmy, że pracodawcy jako jedną z kompetencji miękkich, które cenią, wymieniają ambicję, która nie pozwala stać w miejscu oraz otwartość na nowe wyzwania. Kolejna rzecz, o której warto pamiętać, to coraz bardziej dynamiczny rynek pracy – mówi się o tym, że pokolenie obecnie na niego wkraczające, będzie zmieniało profesję, nie pracę, kilka razy w ciągu swojego życia zawodowego. Wymagać to będzie dużej elastyczności, nastawienia na rozwój, na ciągłe zdobywanie nowych kompetencji. W Polsce przyrasta, póki co, głównie ze względów ekonomicznych, liczba multietatowców, czyli osób, które wykonują przynajmniej dwie, niekiedy całkiem różne od siebie prace. Ta dwuzawodowość ma jednak swoje plusy, często może być bowiem etapem na drodze do przebranżowienia się, kiedy to jeszcze nie możemy sobie pozwolić na rezygnację z dotychczasowej pracy, a nowe zajęcie, często oparte o pasję, o to co lubimy, nie daje spodziewanych przychodów.

czytaj dalej w Rzeczpospolita, 9 grudnia 2016r.

 

Dlaczego przytrafiają nam się złe rzeczy, czyli jak wykorzystać porażki w rozwoju zawodowym?

Jeżeli z lotu ptaka spojrzymy na nasze porażki w życiu zawodowym, można pokusić się o podzielenie ich na dwie główne kategorie: „drabina przystawiona do niewłaściwej ściany” i „drabina przystawiona do dobrej ściany, ale coś (pytanie: co?) nie wychodzi”. 

Najpierw przypatrzmy się tej pierwszej – podejmujemy nasze decyzje edukacyjne, potem zawodowe, niespecjalnie patrząc w siebie, w dużej niepewności i raczej idąc za tym, co zewnętrzne: pomysłami rodziców na nas, kolegami, którzy wybierają jakiś kierunek studiów, rynkiem pracy, który dobrze płaci w takich czy innych branżach. I jak to z decyzjami podejmowanymi na oślep – czasem mamy szczęście i robimy to, co rzeczywiście sprawia nam frajdę, a czasem nie. I teraz można by zastanowić się, co robić, kiedy jednak praca, którą wykonujemy, nie daje nam przyjemności, nie wykorzystuje naszych zasobów i możliwości, a my zostajemy z poczuciem, że się jakoś marnujemy. Tym, którzy chcą się tym tematem rzeczywiście zająć, gorąco polecam przeczytanie artykułu z mojego bloga dostępnego na www – „4 kroki do pracy marzeń”, w którym znajdziecie sporo cennych rad – od ćwiczeń do samodzielnego wykonania, po tytuł podręcznika poradnictwa zawodowego do przeczytania.

Inaczej jest jednak, kiedy wiemy, co chcemy robić, a pomimo to z jakiegoś powodu nam to nie wychodzi.Patrząc z perspektywy czasu, warto zastanowić się, co KONKRETNIE się nie powiodło, czyli wyjść z chmury pt. „nie wyszło” i określić wprost: „Mam problem z dotrzymywaniem terminów”. Pomocne bywa unikanie negatywnych generalizacji typu: „Jestem beznadziejny”, „Do niczego się nie nadaję”, które potrafią odebrać motywację do dalszego działania.

Po pierwsze: KONKRET. 

Jakie mamy myśli, przypuszczenia na temat tego, co mogło pójść nie tak? Jaka jest prawdziwa przyczyna naszej porażki? 

Jeżeli nie uda nam się postawić chociażby wstępnych hipotez, istnieje ryzyko, że porażkę utożsamimy z jakąś częścią naszej osobowości („Bo taka/taki już jestem”). Takie podejście jest o tyle niebezpieczne, że zaprzecza możliwej zmianie i zakłada bierność wobec doświadczanych trudności. 

Po drugie: warto znaleźć odpowiedź na pytanie, czy porażki układają się w jakiś powtarzający wzorzec w naszym życiu. Jak mawiał Freud, życie jest przymusem powtarzania; powtarzamy do momentu, w którym zrozumiemy. Często potykamy się o te same rzeczy, odtwarzając jedynie znane wzorce postępowania, choć wiemy, że nam nie służą. 

Na ostatni moment odkładamy przygotowanie prezentacji dla ważnego klienta, zaczynamy swój dzień od tzw. bieżączki, zamiast zająć się zadania, które są nie tylko pilne, lecz przede wszystkim ważne. Robimy kilka rzeczy na raz, choć powszechnie wiadomo, że wielozadaniowość niczemu nie służy, a już na pewno nie sprzyja efektywności, bo tracimy sporo czasu (od 20% do 40%) na zmianę kontekstu. Nie umiemy wyrazić swoich potrzeb i oczekiwań. Mamy kłopot w delegowaniu i egzekwowaniu zadań. Każdego z nas charakteryzuje jakiś motyw wiodący i 1–2 poboczne, więc im wcześniej je zidentyfikujemy, tym szybciej możemy zacząć pracę nad zmianą. 

Z mojego doświadczenia w pracy coachingowej z klientami wynika, że porażki w życiu zawodowym najczęściej wynikają z: niewłaściwego postawienia sobie celu, szybkiego zniechęcania się, nieumiejętnej komunikacji, braku asertywności oraz nieefektywnego zarządzania sobą w czasie. Każda z tych kwestii to temat jeśli nie na odrębny artykuł, to książkę, dlatego tylko je sygnalizuję.

Jedno jest pewne: z porażek uczymy się więcej niż z sukcesów. I, niestety, najwięcej uczymy się z własnych porażek. Ale uwaga, tylko pod pewnymi warunkami. Po pierwsze, jeśli jesteśmy wglądowi, czyli zastanawiamy się nad tym, o czym mówi porażka (patrz wyżej: możliwe przyczyny porażek) oraz po drugie, zgadzamy się wziąć za nią odpowiedzialność, czyli uznać swój udział w porażce. Bez wzięcia odpowiedzialności za porażkę (nie mylić z winą!) nie przepracujemy jej, niepowodzenia nadal będą nas spotykać, a my stwierdzimy: „Znowu to samo”.

Brian Tracy, znany amerykański coach, twierdzi, że „porażka jest niezbędna dla osiągnięcia sukcesu. Sam fakt, że spotyka cię niepowodzenie i uczysz się na jego podstawie, gwarantuje, że zbliżasz się do sukcesu”. Pozostańmy w duchu amerykańskim. Thomas Watson, jeden z założycieli IBM, uważał, że najszybszym sposobem na osiągnięcie sukcesu jest podwojenie tempa popełnianych pomyłek. Znana jest opowieść o tym, jak jeden z dyrektorów w jego firmie w wyniku błędu doprowadził do straty 12 mln dolarów. Był pewien, że zostanie zwolniony, tymczasem usłyszał od Watsona: „Oczywiście, że pana nie zwolnię. Właśnie zainwestowałem w pana 12 mln dolarów”. Watson rozumie porażkę jako niezbędny element rozwojowy w drodze do sukcesu; jako część procesu osiągania celu, w który wpisana jest porażka. Porażka dobrze przepracowana w nurcie lessons learned, a nie osądzania, zawstydzania i szukania winnych, jest elementem coraz szerzej ostatnio wykorzystywanej metodologii Agile, zgodnie z którą nie stygmatyzuje się porażek, lecz zakłada uczenie na błędach swoich i innych.

5 rzeczy, które warto wiedzieć o asertywności

5 rzeczy, które warto wiedzieć o asertywności

1.       Zachowanie asertywne polega na uznaniu, że jest się tak samo ważnym jak inni. Nie mniej, ale też nie bardziej. Stąd wniosek, że asertywność nie objawia się uległością ani agresywnością, lecz jest wyrażaniem tego, co ważne, czyli swoich odczuć i potrzeb z szacunkiem dla innych.

Co to oznacza w praktyce? Osoby asertywne posługują się tzw. komunikatem od ja. Zamiast mówić: „Jesteś nieodpowiedzialny. Umawiasz się na spotkanie i przychodzisz pół godziny później”, osoba asertywna może powiedzieć: „Rozzłościło mnie, kiedy na spotkanie przyszedłeś pół godziny spóźniony. Poczułam się po prostu zlekceważona. Zależy mi na tym, abyś w przyszłości pojawiał się punktualnie”. Różnica jest taka, że w drugim komunikacie (tzw. od ja) przede wszystkim mówimy o naszych odczuciach i o tym, czego chcemy i czego potrzebujemy w związku z daną sytuacją, zamiast atakować drugą stronę wprost (krzycząc na nią czy obrażając ją) lub biernie (obrażając się).

 2.     Warto przyjrzeć się sformułowaniom, jakie zawiera agresywna wypowiedź,  często związana z negatywną oceną osoby, a nie jej zachowaniem: „Ale jesteś głupi” vs: „Przykro mi z powodu twojego zachowania”. W pierwszej wypowiedzi mówimy o kimś, zamiast o sobie, w drugiej zaś mówimy o sobie i o tym, jak odebraliśmy zachowanie drugiej osoby.

Wypowiedzi agresywne to często także te o charakterze dyrektywnym: „Musisz zrobić tak i tak”, które możemy zastąpić: „A zastanawiałeś się kiedyś, jak inaczej mógłbyś postąpić…?”, „Warto, abyś pomyślał o tym jeszcze w taki sposób, że…”.

W wypowiedziach asertywnych używamy zwrotów: „myślę”, „sądzę”, „czuję”, „moim zdaniem”, ale także dopytujemy o zdanie drugiej osoby: „Jakie jest twoje zdanie?”, „Co o tym myślisz?”. Dobrze byłoby również nie operować ogólnikami typu: „Bo ty nigdy nie zmywasz po sobie talerzy”; zamiast tego możemy powiedzieć: „Umawialiśmy się, że w każdy piątek będziesz zmywać. Dziś weszłam do kuchni i zobaczyłam stos niepozmywanych naczyń. Jest mi naprawdę przykro, że nie wywiązujesz się z naszej umowy”.

3.     Asertywność to coś o wiele więcej niż mówienie „Nie”. To sztuka mówienia „Nie” w sytuacjach, gdy „nie” dba o nasze odczucia i potrzeby. Aby jednak móc to robić, trzeba po pierwsze – być w kontakcie z nimi, po drugie – umieć je nazwać, a więc odróżniać chociażby złość od irytacji czy gniewu, frustrację od smutku etc.

W asertywnej odmowie obok słowa „Nie” zawsze podajemy prawdziwy powód, dla którego odmawiamy; bez tłumaczenia się.

Dla przykładu: gdy nie chcemy wybrać się do kina z bliską nam znajomą, możemy jej powiedzieć: „Niestety, dzisiaj nie mogę pójść z tobą do kina. Zaplanowałam wielkie sprzątanie. Z przyjemnością wybiorę się z tobą jutro na ten film”. Ostatnie zdanie dodajemy tylko wówczas, gdy rzeczywiście mamy ochotę na wspólne wyjście lub jeżeli chcemy zadbać o relację.

 Odmawiając, warto przede wszystkim pamiętać, że odmawiamy konkretnej prośbie, a nie osobie; jeżeli nie wiemy, co odpowiedzieć – bo tak się przecież zdarza – dobrze dać sobie czas na przemyślenie i powiedzieć: „Potrzebuję nad tym chwilę pomyśleć. Dam ci później znać”.

4.      Zachowanie asertywne buduje nasz autorytet w oczach innych, bo oznacza, że jesteśmy świadomi swoich uczuć i potrzeb, szanujemy je i jesteśmy wobec siebie uczciwi. Ponadto stanowi dobry wstęp do tego, aby móc oddać je innym.

 Relacje osób szanowanych są w dużej mierze oparte właśnie na asertywności, czyli na prawie do wyrażania siebie tak długo, jak długo nie ranimy innych. Osoba asertywna potrafi stawiać granice, jednocześnie nie przekraczając granic innych. To tak, jakby przebyła już podróż z miejsca: „Co inni o mnie myślą/mówią” do miejsca: „Jestem wystarczająco dobry. Jestem w porządku”.

5.       Last but not least. Brak asertywności jest nieodłącznie związany z zaniżonym poczuciem własnej wartości. Asertywni ludzie wiedzą, czego chcą, uczciwie osiągają wyznaczone cele, jasno komunikują swoje uczucia i potrzeby, nie manipulują, nie owijają w bawełnę. Umieją nie tylko konstruktywnie krytykować, lecz także przyjmować krytykę. A do tego potrzeba poczucia własnej wartości.

 Asertywność zaczyna się zawsze w naszej głowie, czyli od dialogu wewnętrznego, jaki ze sobą prowadzimy. Przez nasz umysł przepływają tysiące myśli – w dużej mierze nieuświadamianych – a ponieważ często są powtarzane, działają jak samospełniająca się przepowiednia. To, co mamy w głowie, jest więc niejako pierwotną formą komunikacji; zanim nauczymy się, jak komunikować się z innymi, warto przyjrzeć się sposobowi, w jaki komunikujemy się sami ze sobą: za co siebie krytykujemy, jakich słów używamy, czy te słowa należą do ważnej dla nas osoby/ważnych dla nas osób (na przykład rodziców, dziadków, nauczycielki, trenera). Często bezwiednie powtarzamy słowa innych i zwracamy się do siebie w obraźliwy sposób co, niestety, jest słabym punktem startowym do stawania się asertywnym. 

“Wciąż nie wiem, czym chcę się zajmować”. Czy to na pewno źle?

Ścieżki kariery zawodowej można przyporządkować do jednego z dwóch podstawowych typów: to specjalizacja albo coś, co Emilie Wapnick w swoim znakomitym wystąpieniu na TED „Why some of us don’t have one true calling“ nazywa multipotencjalnością, czyli dostęp do wielu różnych zainteresowań i pasji. O ile ci z pierwszej grupy, czyli specjaliści, mają zazwyczaj stosunkowo sprecyzowany profil zawodowy, o tyle ci drudzy często borykają się z poczuciem, że coś jest z nimi nie tak. Bo jak może być dobrze, skoro szybko nudzą się nowo zdobytymi umiejętnościami, często zmieniają zainteresowania i cały czas pozostają bez odpowiedzi na pytanie „kim chcesz być w przyszłości?”. To pytanie-zmora dla wielu z nas, bo nie dość, że męczono nas nim już w dzieciństwie, to na dodatek oczekiwano tylko jednej konkretnej odpowiedzi. Można było być naukowcem, strażakiem, informatykiem – ok. Ale już i psychologiem, i architektem? Niemożliwe, to się nie mieści w „standardowej głowie”.

A tymczasem jedne umiejętności wspierają drugie, a  rynek pracy jest w stanie pomieścić zarówno specjalistów, jak i ludzi renesansu. Zanim jednak określimy, który rodzaj kariery zawodowej jest nam bliższy, warto poobserwować samego siebie. Niestety dość wcześnie, bo już praktycznie na etapie końca gimnazjum, jesteśmy zmuszani do podejmowania decyzji kluczowych dla naszego dalszego życia zawodowego. Często ulegamy modom, presji grupy rówieśniczej (bardzo zresztą ważnej na tym etapie rozwoju) albo też aktualnym zainteresowaniom, które jak wiadomo bywają zmienne. Kluczem do sukcesu jest uważne przyjrzenie się sobie – jacy jesteśmy jako my? Czy chętniej pracujemy w grupie, czy indywidualnie? Czy bardziej lubimy wykorzystywać i doskonalić posiadane umiejętności, a może łatwo się nimi nudzimy i chętnie podejmujemy się nowych wyzwań? Dobrze zapytać siebie, czy bardziej przemawiają do nas realizm i zdrowy rozsądek, czy raczej stawiamy na wyobraźnię i innowację? Pytań jest naprawdę wiele. Analizując odpowiedzi, warto skorzystać z pomocy wyspecjalizowanego coacha kariery bądź doradcy zawodowego, który pomoże nam działać w oparciu o nasze naturalne talenty i predyspozycje, a nie to, czego jesteśmy się w stanie wyuczyć. Bo jeżeli jesteśmy stosunkowo inteligentni, to zazwyczaj jesteśmy wyuczalni wielu rzeczy – nie o to jednak chodzi. Cytując P. Tiegera: „prawo- lub leworęczność to dobra ilustracja wykorzystywania swoich naturalnych zalet w pracy. Używanie wybranej ręki jest wygodne i pewne. Gdy ktoś musi używać drugiej ręki, bez wątpienia może się tego nauczyć – lecz nigdy nie będzie robił tego z równą swobodą, a ukończone dzieło nie będzie tak samo dobre”. Warto zatem najpierw gruntownie poznać samego siebie, aby nasze naturalne predyspozycje wspierały nas w kształtowaniu dalszej kariery zawodowej.

A skoro dojdziemy już do wniosku, że więcej w nas cech multipotencjalisty niż specjalisty, to wiedzmy, że i dla takich jest miejsce w świecie zawodowym. Według Emilie Wapnick dobre zespoły składają się ze specjalistów i multipotencjalnych. Ci ostatni widzą szerzej, niejako „z lotu ptaka”, umieją łączyć różne dziedziny, dobrze sprawdzają się we wdrażaniu zmian i wymyślaniu kreatywnych rozwiązań. Przykład z górnego C to oczywiście Steve Jobs, który znalazł część wspólną pomiędzy kaligrafią, estetyką a programowaniem, a efektem jego działań stał się kultowy Macintosh. To właśnie kreatywność – rozumiana jako synteza pomysłów, łączenie różnych elementów wynikające z działania na styku wielu obszarów – jest wymieniana przez Emilie Wapnick jako jedna z głównych przewag konkurencyjnych multipotencjalnych. Kolejne to szybkie uczenie się i elastyczność, obie wysoko cenione przez pracodawców na polskim i międzynarodowym rynku pracy.

Biorąc pod uwagę fakt, że statystyczny Amerykanin zmienia zawód aż 5 razy, można by założyć, że w Polsce ten proces wygląda podobnie. Tymczasem około 40% Polaków nigdy nie zmieniło branży, w której pracują (za serwisem praca.wp.pl), ale co ciekawe prawie 1/3 z nas przekwalifikowała się co najmniej 3 razy w ciągu swojej kariery zawodowej. Być może prawda jest więc taka, że każda kolejna zmiana budzi mniej lęku i pokazuje, że nie musimy tkwić w tym, czego nie lubimy, do końca swoich dni. Zachęcam do dania sobie na to przyzwolenia i przemyślenia słów Joe Vitale’a: „Zapytaj siebie, co robiłbyś nawet, gdyby nikt Ci za to nigdy nie miał zapłacić. To wskazówka, która pokaże Ci, czym powinieneś się zajmować, oczywiście wciąż szukając sposobu na zarobienie na tym”. Warto przy tym pamiętać, że możemy zmieniać, że nie zawsze jest coś takiego, jak jedno prawdziwe powołanie, że mamy prawo interesować się różnymi rzeczami i łączyć je. Wiele podręczników doradztwa zawodowego mówi o tym, że dobrze jest mieć niejako „w zapasie” drugi zawód. Zatem do dzieła! Nie każdy musi być specjalistą.

Dlaczego polscy pracodawcy nie mogą znaleźć pracowników?

W czwartkowym wydaniu Wiadomości na TVP1 (5 listopada 2015r.) wypowiadałam się na temat sytuacji na rynku pracy. Poniżej znajdziecie kilka moich przemyśleń, dlaczego pracodawcy coraz częściej skarżą się, że nie mogą znaleźć ludzi do pracy, a z kolei duża część młodych osób pozostaje jest bezrobotna.

Read more ...

EN

en